|


|
 |
|
"ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.1
ROZDZIAŁ I
W którym pojawia się nowy mieszkaniec lasu
Tego poranka Puchatek przebudził się natychmiast i bez zbędnego
ociągania szybko dokonał porannej toalety, aby jak najszybciej rozpocząć
dzień.
Czuł, że dzisiaj jest Specjalny Dzień.
- Ha, ha - ucieszył się, przypominając sobie, że tak czuł się zawsze
w dzień swoich urodzin - więc dzisiaj Puchatkowe święto.
Myśl o przyjęciu i możliwości zjedzenia dużej ilości ukochanego miodku
pobudziła jego apetyt, co z kolei przypomniało mu, że nie jadł jeszcze
śniadania.
- Ha, ha - po raz kolejny się ucieszył - dobrze, że najprzyjemniejsza
część poranka jeszcze jest przede mną.
Zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku spiżarni, z której wydobył sporą
baryłkę z drogocenną zawartością. I w momencie, gdy już miał zanurzyć
łapkę w słodkim wnętrzu, nagle coś go powstrzymało. Pomyślał.
- Zdaje się, że rok mija coraz szybciej. Mam wrażenie, że ostatnie Puchatkowe
urodziny były w zeszłym miesiącu.. - skosztował miodu i nie przestawał
się zastanawiać. - trzeba o tym koniecznie powiedzieć Krzysiowi. On na
pewno znajdzie jakieś mądre wyjaśnienie i głowa spokojna.
Z większym entuzjazmem zabrał się za pałaszowanie śniadania, gdy wtem
znowu pomyślał. Przypomniało mu się, że już dawno nie widział Krzysia.
Sowa Przemądrzała kiedyś powiedziała, że Krzyś jest dorosły i już nie
będzie przychodził do Stumilowego Lasu. Nikt nie wiedział, co znaczy
"dorosły", ale wszyscy jakoś posmutnieli. Co prawda Królik nadal biegał
tam i z powrotem, ale bez większego przekonania i z dużym roztargnieniem.
Skarżył się, że go nogi bolą i słabiej widzi. Sowa Przemądrzała zaczęła
pożyczać mu swoje okulary, wtedy, gdy nie musiała przeczytać czegoś bardzo
ważnego.
Wszyscy się trochę zmienili. Sowa Przemądrzała już się tak nie mądrzyła
i coraz częściej mówiła "chyba", "nie jestem pewna" lub
"może". Tygrysek nadmiar swojej energii rozładowywał w robieniu psikusów
mieszkańcom, a Kłapouchy tak się zamknął w sobie, że w ogóle rzadko się
odzywał. Nawet Maleństwo powiedziało, że nie życzy sobie, aby mówiono
na niego Maleństwo tylko Dorosły i ruszyło w świat, a Kangurzyca nie
mogąc sobie wypełnić niczym czasu prała i sprzątała mieszkańcom lasu.
Jedynym pocieszeniem dla Puchatka był Prosiaczek, którego wierne towarzystwo
i pamięć wspólnie przeżytych przygód pomogła przetrwać wypełnione niczym
dni.
- Tak, tak Prosiaczku - mówił wtedy do niego - zdaje się, że zestarzeliśmy
się trochę. Krzyś opowiadał nam o tym, a my myśleliśmy, że to nigdy się
nie zdarzy w Stumilowym Lesie.
Mimo wszystko Puchatek starał się zachować optymizm, chociaż zdarzało
się, że od wypełnionego brakiem przygód życia i siedzeniem w domu bolał
go krzyż. Dlatego z entuzjazmem organizowano przyjęcia urodzinowe mieszkańców
Stumilowego Lasu, gdzie śmiech i zabawa sprawiały, iż czuli się jak dawniej.
Wspomnienie Puchatkowego przyjęcia znowu pobudziło apetyt misia i zajadając
kolejną porcję, zastanawiał się, jak będzie dzisiaj. Czy wszyscy przyjdą
i czy dostanie dużo baryłek miodu? Jego słabość do tej specyficznej słodyczy
zamieniła Puchatka w liczykrupę. I w czasie, gdy na palcach liczył nowe
baryłki miodu w swojej spiżarni, jego wzrok padł na wiszący na ścianie
kalendarz.
- Piętnasty - przeczytał.
Pomyślał chwilę.
- Piętnasty - powtórzył.
Delikatna zmarszczka na czole zdawała się sugerować, że Puchatek nadweręża
swoje komórki mózgowe, aby coś sobie przypomnieć. Wtem jego buzię rozjaśnił
wyraz ulgi i zdumienia.
- Moje urodziny są trzydziestego! - wykrzyknął. I po chwili oniemiał.
- Już nic nie rozumiem.
Gdy bliski załamania usiłował sobie przypomnieć dzisiejszy dzień od początku
i kto go oszukał, że ma dzisiaj urodziny, usłyszał łomotanie do drzwi
i zanim się zorientował o co chodzi zobaczył zziajanego Królika.
- O co chodzi? - tylko tyle potrafił wydusić, zastanawiając się, czy
to przypadkiem Królik nie wprowadził go w błąd z urodzinami.
- Puchatku, szybko, ubierać, pędzić, natychmiast, on już jest, chodź,
już, dlaczego jeszcze nie gotowy? - Królik wyrzucał z siebie słowa z
szybkością bzyczenia pszczół i to były jedyne rzeczy, które trafiły do
uszu Puchatka.
- Króliku, spokojnie - Puchatek wiedział, że tylko w ten sposób może
rozbroić Królika - co mi masz do powiedzenia? Czy przychodzisz w związku
z moimi urodzinami?
- Urodzinami? Jakimi urodzinami? - natychmiast zamilkł Królik. Ale po
chwili ciszy dodał - Twoje urodziny, Puchatku, były w zeszłym miesiącu.
Czyżbyś już tego nie pamiętał?
Obaj wpadli w zadumę nawzajem oskarżając się o sklerozę i pewnie trwałoby
to trochę dłużej, gdyby nie to, że przecież była Sprawa Nie Cierpiąca
Zwłoki i to dlatego Królik znalazł się u Puchatka.
- Puchatku, nie ma czasu, musimy iść i to szybko. On tu jest i nie wiadomo,
co jeszcze zrobi, jak zaraz nie pójdziemy.
- Kto, Króliku? - zapytał Puchatek.
- Nie słyszałeś, Puchatku? Cały las o nim mówi. To KTOŚ! - wykrzyknął
Królik i nie była to wymijająca odpowiedź.
W głosie Królika słychać było obawę przed czymś wielkim i nieznanym.
Mimowolnie Puchatek poczuł się nieswojo. Jeszcze nie zdążyć przeboleć
rozczarowania związanego z jego urodzinami i powiększoną spiżarnią, a
Królik straszy go czymś, czego nie umie nawet nazwać. Jak sobie poradzić
z tym wszystkim? A przecież miał być taki miły dzionek. Puchatek rozmarzył
się, jak to miło było się obudzić rano i cieszyć się, że dzisiaj jest
ten Specjalny Dzień.
- Zaraz, zaraz - przypomniał sobie Puchatek i poczuł to samo
uczucie, co rano. - To przecież cały czas jest Specjalny Dzień.
Może ktoś inny
ma dzisiaj urodziny? - i zaraz uświadomił sobie, co powiedział Królik
i wykrzyknął - Chodźmy do KTOSIA, Króliku!
- Nareszcie! - odsapnął Królik i wyszli.
cdn...
"ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.2
powrót do: ŁOSiowy
przygodnik
do góry
|
|