Poprzyj akcję!
miŁOŚnicy.pl      
miŁOŚnicy.pl

kim jest ŁOŚ? świat według ŁOSia nasz ŁOŚ Twój ŁOŚ co lubią ŁOSie?   moose design shop

Łosiowy przygodnik

słownik wyrazów ważnych

symbolika ŁOSIa

ŁOSiowe linki

 

 

 

"ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.2

Po drodze zapukali do domu Prosiaczka.

- Daj mi spokój! Nie dam się już więcej nabrać! - w tym zdecydowanym głosie trudno było rozpoznać Prosiaczka.

- Ależ, Prosiaczku - zaczął Puchatek myśląc, że Prosiaczek znowu ma zły dzień - Wcale cię nie nabieram. Dzisiaj są urodziny KTOSIA i idziemy z Królikiem na przyjęcie.

- Prosiaczku - wtrącił Królik licząc, że ma większy autorytet w Stumilowym Lesie i lepiej dotrze do rozsądku Prosiaczka - nie bądź niemądry! Nie wolno ci zamykać się w domu, gdy dzieją się Tak Ważne Rzeczy w...

Nie dokończył, gdyż przed nimi stała mała uśmiechnięta postać Prosiaczka.

- Dzień dobry, Puchatku. Dzień dobry, Króliku. Jak się cieszę, że was widzę - wykrzyknął Prosiaczek.

- Dzień dobry, Prosiaczku - odparli, niepewni, jak mają się zachować wobec tak zmiennego zachowania Prosiaczka.

- Myślałem, że to znowu Tygrysek - wyjaśnił Prosiaczek - Od rana bryka po okolicy i dręczy jakimiś zmyślonymi opowieściami. Straszy mnie, że pojawił się potwór w Stumilowym Lesie i że pewnie przyjdzie do mnie. Ale nie stójcie tak, wejdźcie na herbatkę.

- Dziękujemy Prosiaczku - odparł Puchatek zadowolony, że czeka go miłe Małe Conieco i chciał ruszyć w kierunku drzwi, kiedy Królik zdecydowanym ruchem zatrzymał go przed progiem.

- Nie teraz, Prosiaczku - odparł szybko i przybierając poważny ton powiedział - dzisiaj zdarzyło się coś ważnego w Stumilowym Lesie i musimy się zastanowić, co z tym zrobić. Pojawił się KTOŚ! - odczekał chwilę, aby wywarło to odpowiednie wrażenie i mówił dalej - Moi kuzyni widzieli go już w różnych miejscach. Słyszałem jak mówili jego imię "...OŚ, ...OŚ, ...OŚ". Gdy się denerwują zawsze połykają początek, więc bez trudu domyśliłem się, że chcą powiedzieć "KTOŚ". Ponoć jest duży, większy od Kłapouchego i chodzi wszędzie, jakby się czuł u siebie w domu. Nie ma czasu do stracenia, wydaje się, że KTOŚ chce się u nas zadomowić! - zakończył Królik.

- Ojej! - zdołał tylko jęknąć Prosiaczek - Więc Tygrysek miał rację. Chodzi po lesie i szuka mnie, a jak znajdzie.... Ojej!

- Dosyć, Prosiaczku - odparł Puchatek, w którym odezwał się dawny Duch Przygody - My się KTOSIA nie boimy i idziemy do niego, bo zaprosił nas na urodziny.

Królik milczał, gdyż dobrze wiedział, że niełatwo jest wybić coś z głowy Puchatka, gdy ten sobie to coś wmówi.

- Pamiętasz, jaki byłeś dzielny Prosiaczku, gdy polowaliśmy na Chochonie? - ciągnął Puchatek.

Prosiaczek aż drgnął, gdy usłyszał to straszne słowo, ale sposób, w jaki to powiedział Puchatek, sprawił, że Prosiaczek poczuł się naprawdę dzielny.

- A czy teraz idziemy polować na KTOSIA? - zapytał bojaźliwie i z nadzieją, że jednak nie.

- Teraz idziemy na przyjęcie - Puchatek był szybszy od Królika, który szykował się do wyłuszczenia Prosiaczkowi Dokładnego Planu Działania, jaki Królik zdążył opracować.

- Aha - odetchnął Prosiaczek, bo wiedział, że nawet gdyby Puchatek chciał go tylko pocieszyć, to na przyjęciach nikt na nikogo nie poluje.

Kiedy wszystkie niepewności zostały pokonane i można było ruszyć dalej, Puchatka, Prosiaczka i Królika dobiegł odgłos brykającego Tygryska. Zanim zdążyli się schować, dopadł ich i z rozbrajającą szczerością oznajmił:

- Ha, mam was. Dokąd to idziecie? Czyżby do potwora, który grasuje po Stumilowym Lesie - zerknął na Prosiaczka i z satysfakcją stwierdził, że Prosiaczek trochę się trzęsie.

- Nie, Tygrysku. Dzisiaj jest Specjalny Dzień i my idziemy go uczcić - odparł szczerze Puchatek.

- Impreza? - zdziwił się Tygrysek - i ja o niej nic nie wiem - zmarszczył czoło, zastanawiając się, kto mu właśnie podpadł.

- Nie wiesz, bo my też nie wiedzieliśmy - uspokajał go Puchatek - ale już wiemy i dlatego idziemy - zakończył zadowolony.

- No to idę z wami - nie pytając nikogo o zgodę, oznajmił Tygrysek.

Ruszyli więc dalej. Nie zrobili jednak paru kroków, gdy Tygrysek nerwowo bryknął i zapytał:

- Gdzie ta impreza?

- Jeszcze nie wiemy - odparł Królik, który w tym zamieszaniu zapomniał, że to nie urodziny były celem ich marszu.

- Nie wiemy? - zdziwili się jednocześnie Prosiaczek, Puchatek i Tygrysek.

- No, nie wiemy, gdzie on mieszka - odparł Królik

- A do kogo idziemy? - zapytał Tygrysek, który na pamięć znał adresy wszystkich mieszkańców Stumilowego Lasu.

- Do KTOSIA - odrzekł Królik przypominając sobie jednocześnie, że chyba nie byli zaproszeni.

- KTOŚ? - zdziwił się Tygrysek - Nie znam nikogo takiego, a znam wszystkich, więc on nie istnieje. Ha, ha, - wykrzyknął zadowolony - przejrzałem was, chcieliście mnie nabrać, ale wam się nie udało. Ja jestem najlepszym nabieraczem - zakończył z dumą.

- Mylisz się Tygrysku - ciągnął Królik, przypominając sobie Misterny Plan - on jest nowy. Przybył dzisiaj do lasu i pewnie chce w nim zamieszkać, ale my mu nie pozwolimy i dlatego idziemy, żeby go przepędzić.

- I na przyjęcie - dodał z zadowoleniem Puchatek, który właśnie poczuł, że zgłodniał.

- Ha, ha - zaśmiał się Tygrysek - A więc idziecie do GOŚCIA!

- Kogo? - zdziwili się

- GOŚCIA - powtórzył spokojnie i dodał z niepokojem, ale nieco głośniej - Czy już nie słyszycie?

- Tygrysku - zaczął Puchatek - wszystko źle zrozumiałeś. To my jesteśmy zaproszeni na przyjęcie, więc idziemy jako goście.

- Chyba tobie się coś pokręciło, Puchatku - Tygrysek stracił cierpliwość - Brykałem dzisiaj po całym lesie i wyraźnie słyszałem jak wszyscy szeptali "Jest ...OŚ", "Przybył ...OŚ", "Straszny ...OŚ". Zaraz pomyślałem, że to jakiś nowy, a jak nowy to pewnie GOŚĆ. Nic nie szkodzi, pomyślałem, i dziesięciu takim gościom dam radę - Tygrysek jak zwykle zaczął się przechwalać.

- A wiesz, gdzie ON teraz jest? - przerwał Królik odsuwając jednocześnie myśl, że być może źle usłyszał imię przybysza.

- Tak, wiem. Nie ma go tam, gdzie idziecie.

- Poszedł sobie? - zapytał z nadzieją w głosie Prosiaczek.
- Nie, skądże znowu - reakcje Prosiaczka zawsze sprawiały frajdę Tygryskowi - ON będzie tutaj mieszkał. Ale jest u Kłapouchego. Widziałem, jak rozmawiali.

- Rozmawiali? - powtórzyli jak echo, pamiętając, że wszelkie próby wydobycia głosu z Kłapouchego kończyły się klęską.

Ale zanim to przemyśleli, Tygryska już nie było. Pobrykał dalej, tam, gdzie go nie było, gdyż tutaj nie miał już nic więcej do roboty.

"ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.3

powrót do: "ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.1

powrót do: ŁOSiowy przygodnik

do góry

 
   

Księga Gości

napisz do nas

copyright by miŁOŚnicy.pl 2003-2005