Poprzyj akcję!
miŁOŚnicy.pl      
miŁOŚnicy.pl

kim jest ŁOŚ? świat według ŁOSia nasz ŁOŚ Twój ŁOŚ co lubią ŁOSie?   moose design shop

ŁOSiowy przygodnik

słownik wyrazów ważnych

symbolika ŁOSIa

ŁOSiowe linki

 

 

 

"ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.3

Poszli dalej w milczeniu, zastanawiając się , co ich czeka. Królika dręczyły wizje zmąconego spokoju Stumilowego Lasu, Prosiaczka okrutna twarz GOŚCIA, a Puchatka cieszył wielki garnczek miodu, jaki z pewnością na nich czeka. Czuł to przecież od rana.

Tak idąc i rozmyślając nagle znaleźli się w Ponurym Zakątku Kłapouchego, z którego dobiegł ich dobrze im znany, ale zapomniany mrukliwy dźwięk głosu przyjaciela. Prosiaczek wolał iść za Królikiem, aby w razie co nie było go widać. W końcu nie wiadomo, co takiemu GOŚCIOWI może wpaść do głowy. Prosiaczek bał się najgorszego.

Nie zatrzymując się stanęli przed nim i przed ... Ale kto to był? Czy to krewny Kłapouchego? Taki podobny, ale większy i jakby trochę ... weselszy. Na moment zapomnieli, kogo mieli spotkać.

- A oto oni. - powiedział Kłapouchy widząc, że nadchodzą - O nich ci właśnie opowiadałem. Królik, Prosiaczek i ...

- Dzień dobry, GOŚCIU KTOSIU. Jestem Puchatek. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! - wykrzyknął i jak na komendę reszta też krzyknęła:

- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

- Czego? - odezwał się zdumiony GOŚĆ.

- Najlepszego - wyjaśnił Puchatek. - zawsze tego życzymy, gdy ktoś ma urodziny. A ponieważ dzisiaj ty masz urodziny, to tobie życzymy wszystkiego najlepszego. Powinieneś powiedzieć "dziękuję".

- Za co?

- Za to, że ci życzymy wszystkiego najlepszego - spokojny głos GOŚCIA i jego niewzruszone spojrzenie odbierały Puchatkowi pewność siebie.

- Ale skąd wiecie, kiedy są moje urodziny? - zapytał GOŚĆ.

- Dzisiaj - odparł pogodnie Puchatek.- Przyszliśmy ci życzyć wszystkiego najlepszego i świętować twój Specjalny Dzień.

- Kiedy wszyscy moi bracia i siostry przychodzą na świat w maju. A teraz mamy kwiecień.

Wszyscy zaczęli zastanawiać się, co to oznacza w temacie imprezy urodzinowej, która przecież miała się odbyć.

- Jak to kwiecień? - zadumał się nic nie rozumiejąc Puchatek i ze smutkiem zauważył, jak jego wizja przyjęcia, którą tak mozolnie pielęgnował od samego rana, powoli rozpływa się w powietrzu jak wielka bańka mydlana.

- A może ty GOŚCIU - KTOSIU - zaczął podstępnie, nie dając za wygraną, Królik - urodziłeś się wcześniej niż twoi bracia i siostry tylko nie pamiętasz?

Przybysz tylko uśmiechnął się enigmatycznie i spojrzawszy prosto w oczy Królikowi, sprawił, że ten odwrócił głowę i nie miał już więcej pytań.

Zapadła niezręczna cisza. Puchatek usiadł zasromany, bo właśnie stracił sens dzisiejszego dnia, Królik nerwowo chodził w te i we wte, obmyślając Nowy Plan, by "złamać" GOŚCIA, a Prosiaczek skulił się i trząsł, bo nigdy nie widział swoich przyjaciół w takim stanie. Tylko Kłapouchy ze swoim stoickim spokojem odezwał się do GOŚCIA, czując, że należą mu się wyjaśnienia:

- Hm, hm, no właśnie. Tego nie zdążyłem ci powiedzieć, Szanowny Przybyszu. Oni nie są już tacy, jak dawniej. Zdziwaczeli i wcale nie chcą się do tego przyznać. Kiedyś starałem się im to wytłumaczyć, ale nazwali mnie "ponurakiem" i "odludkiem" i powiedzieli, że nie wiem, na czym smak życia polega. Od tamtej pory stałem się Stumilowym Dziwolągiem. Chyba nie tego się spodziewałeś, GOŚCIU?

- Przyznam, że kiedy ich zobaczyłem, pomyślałem: "Ojej, jak to miło z ich strony. Przyszli specjalnie, żeby się przywitać ze mną." Chciałem się przedstawić i opowiedzieć, skąd przyszedłem.

- Tak - zauważył Kłapouchy - dobre maniery to u nich obecnie rzadkość. No chyba, że widzą w tym jakiś swój cel.

- To skąd się tu wziąłeś, GOŚCIU? - wtrącił nerwowo przysłuchujący się Królik, jak zwykle ignorując Kłapouchego.

- A nie mówiłem - szepnął osioł - dobre maniery...

- A czemu teraz pytasz, Króliku? - odpowiedział pytaniem GOŚĆ.

- Jak to czemu? To przecież jest nasz las!- i patrząc porozumiewawczo na Puchatka i Prosiaczka, dodał - Nasz i byle komu nie pozwolimy się tu osiedlić.

- A skąd pomysł, że chciałbym tu zamieszkać? - odczekał chwilę i gdy odpowiedział mu rząd twarzy, na których malował się wielki znak zapytania, ciągnął dalej - Spotkałem kiedyś człowieka, który z zachwytem opowiadał mi o pięknie Stumilowego Lasu i o serdeczności jego mieszkańców. Dlatego tu jestem.

- Kto mógł wiedzieć o naszym lesie? - zapytał nagle zaciekawiony Prosiaczek.

- Na imię miał Krzysztof. Mówił, że spędził tu całe swoje dzieciństwo i że tęskno mu do swoich starych przyjaciół.

- Krzysio? - zamajaczył, wyrwany z letargu Puchatek.

- Tak. - ciągnął Przybysz - Teraz jest daleko, ale często myśli o was. Martwi się, czy jesteście cali i zdrowi.

Królik miał właśnie zacząć wymieniać wszystkie katastrofy, które się wydarzyły od czasu zniknięcia Krzysia, ale się powstrzymał. Potem się zastanowi, jak te informacje umiejętnie wcisnąć Nowemu Przybyszowi.

- Kiedy wróci Krzyś? - zapytał z tęsknotą w głosie Puchatek.

- Puchatku - nie wytrzymał Kłapouchy - miej odrobinę godności. Krzyś pożegnał się z nami dawno temu i powiedział, że choćby bardzo chciał, to nie będzie mógł już do nas wrócić. Mam rację? - z tym pytaniem zwrócił się do Przybysza.

- To samo mi powiedział. To już nie ten Krzyś, jakiego znaliście, ale Krzysztof. Jest dorosły, ma rodzinę i dzieci. Czasami jednak obwinia się, że dorósł i zastanawia jak dajecie sobie radę bez niego. Myślę, że nie weźmie się w garść, dopóki się nie dowie, że u was wszystko w porządku.

- Ale czy on sobie zdaje sprawę, jak nam jest ciężko?!? - wykrzyknął Królik z patosem w głosie.

- Króliku - GOŚĆ spojrzał na niego rozbawiony - chyba jednak trochę przesadzasz.

- Nnno, tak - ciągnął niepewnie Królik - ale spójrz na nas: jesteśmy znerwicowani, o wszystkim zapominamy, nie umiemy sobie zaplanować dnia i ... ciągle jest coś nie tak.

- I czyja to jest niby wina? - zapytał GOŚĆ wpatrując się w miotającego się Królika.

- Nnno, nie wiem. Ale przecież nie nasza!

- Słuchajcie wszyscy - usłyszeli donośny głos GOŚCIA i natychmiast struchleli - co się z wami dzieje? Zachowujecie się jak banda stetryczałych dziwaków. Kto wam powiedział, że jak Krzyś dorośnie, wy macie się zestarzeć?

Popatrzyli niepewnie po sobie, bo już dawno nikt do nich tak pewnie nie przemawiał.

- Czy tylko sklerozą i agresją potraficie reagować na jakiekolwiek zmiany? Czy w ten sposób chcecie zwrócić uwagę na siebie i na krzywdę, jakiej doświadczacie, bo Krzyś was opuścił? I skąd się wzięło to szukanie kozła ofiarnego, żeby zrobił imprezę? Słyszałem, że kiedyś inaczej tu bywało. Przyjęcia były częstym tematem, bo wszyscy lubili się bawić i to nie koniecznie na cudzy koszt. Nie wstyd wam? Co ja powiem Krzysztofowi? Że nawet nie potraficie przywitać gościa z daleka, który przyszedł z pozdrowieniami od niego?

Wszyscy, łącznie z Kłapouchym, spuścili głowy. Rzeczywiście zapomnieli o swoich manierach.

- Obiecałem Krzysztofowi, że was odwiedzę i słowa dotrzymałem. Opowiem mu o tym, co widziałem. Tymczasem prześpię się w Zagajniku Sosnowym, który widziałem po drodze i jutro opuszczę wasz las.

- Ale ... jak to? - wyjąkał Puchatek - jeszcze się dobrze nie zaznajomiliśmy.

- Myślę, że wystarczy - stwierdził krótko Przybysz.

- To ...może dałbyś się namówić na skosztowanie miodku z mojej spiżarni? - kontynuował Puchatek, który czuł, że wszystko się zmienia poza burczeniem jego żołądka.

- Albo świeżych żołędzi, które dzisiaj nazbierałem? - wtrącił Prosiaczek.

- Albo moich pysznych zapasów? - dodał niechętnie Królik, sam nie wiedząc czemu to robi.

- Możesz też pochlapać się w moim błotku przed snem - zaproponował wreszcie Kłapouchy.

- Dziękuję wam, ale miałem długą i męcząca podróż. Pójdę odpocząć w zacisznym miejscu.

I zostawił ich z nosami na kwintę. Milczeli długą chwilę, po czym pierwszy odezwał się Prosiaczek:

- Tak nie może być. Co on sobie o nas pomyślał? Taka wspaniała okazja, żeby wszystko wróciło do normy.

- Co masz na myśli, Prosiaczku? - zapytał Puchatek.

- Jak to co? Nic z tego nie zrozumiałeś?

- Przestańcie - wtrącił nerwowo Królik, obawiając się, że sytuacja wymknie się spod kontroli - trzeba coś wymyślić - dodał pojednawczo.

- To wiemy. Ale co? - zapytał ciągle nabuzowany Prosiaczek - On miał rację. Nie tak wita się gościa.

- A jak? - zapytał naiwnie Puchatek

- Chlebem i solą - rzekła uroczystym głosem Kłapouchy.

- Kłapousiu, co tobie? - zapytał przerażony Puchatek.

- Tylko żadne tam "Kłapousiu". Już dosyć mam tego waszego poszturchiwania i naigrywania się ze mnie. "Chleb i sól" to przenośnia. Zamiast domagać się, żeby to on zorganizował imprezę, wymyślając jakieś brednie o urodzinach, powinniśmy sami zorganizować przyjęcie na jego cześć.

- MY???? - zapytali równocześnie.

- Tak, my wszyscy, sknerusy. Zapomnieliście, jakie kiedyś były fajne balangi? Każdy coś przynosił od siebie i nikt nikomu nie wymawiał, ile zjadł.

- Ale ... - zaczął Puchatek, nie mogąc znieść myśli, że jego spiżarnia miałaby się pomniejszyć o jeden lub dwa garnczki miodu.

- Żadnego "ale" - Kłapouchemu zaimponował donośny głos Przybysza i nie zamierzał zmienić tonu - wszyscy marsz do domu po swoje wiktuały i spotykamy się tu za 2 godziny. Przygotujemy ucztę i jak wszystko będzie gotowe, zaprosimy GOŚCIA.

I rozeszli się, każdy w swoją stronę. Wreszcie pojawiło się Ważne Zadanie do wykonania. A gdy tak szli, rozmyślając o wydarzeniach tego popołudnia, każdemu po kolei zaświtała w głowie myśl, która sprawiła, że zarumienili się jak jeden mąż. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy zapytać się, jak naprawdę nazywa się ich GOŚĆ...

 

cdn...

powrót do: "ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.1

powrót do: "ŁOŚ w Stumilowym Lesie" cz.2

powrót do: ŁOSiowy przygodnik

do góry

 
   

Księga Gości

napisz do nas

copyright by miŁOŚnicy.pl 2003-2005