Poprzyj akcję!
miŁOŚnicy.pl      
miŁOŚnicy.pl

kim jest ŁOŚ? świat według ŁOSia nasz ŁOŚ Twój ŁOŚ co lubią ŁOSie?   moose design shop

słownik wyrazów ważnych

symbolika ŁOSIa

ŁOSiowe linki

 

 

 

"Zimowy gość" cz. 1

Zimową porą siedziałam sobie przy kominku, piłam kawę i myślałam. Był to kolejny rok zmagania się z przeciwnościami losu, a pogoda za oknem nie nastrajała do optymistycznego przyjrzenia się im.
Z niepokojem patrzyłam, jak moje dreptanie w kółko nie upraszcza spraw, tylko sprawia, że układają się one w coraz wyraźniej zarysowany węzeł gordyjski powoli zaciskający się na mojej szyi.

Jak sobie z tym poradzić? Przecież jak do tej pory intuicja i wierność swoim zasadom prowadziły mnie we właściwym kierunku. Tak wyraźnie widziałam ścieżkę i wszystkie znaki potwierdzały słuszność wyboru. Gdzie zatem popełniłam błąd?

Aby przedłużyć sobie chwilę przerwy, poszłam do kuchni po dolewkę kawy i uświadomiłam sobie, że wszystkie moje dni wyglądają ostatnio tak samo. Rano walczę z niechęcią stawienia czoła nowemu wyzwaniu, kolejnemu dniu, potem codzienne obowiązki, które dzięki przyzwyczajeniu nauczyłam się wykonywać machinalnie, jakieś zmagania i na koniec wyrzuty sumienia, że kolejny raz nie udało się czegoś zrobić. Czego? Dokładnie tego nie wiedziałam, ale miało to coś wspólnego z zarabianiem pieniędzy. Nawet na pewno. Wtedy mogłabym poczuć, że moje bycie na ziemi jest uzasadnione - jestem śrubką w tej niepotrzebnej nikomu machinie i z mozołem zapracowuję na emeryturę. Dzięki temu czułabym, że nie muszę za nic przepraszać i z niczego się tłumaczyć. Praca sama w sobie jest wymówką. Nie pracując wzbudzasz w innych fałszywe mniemanie o swojej nieporadności i lęk, że można żyć inaczej. Co tu dużo mówić, tylko nienormalni nie potrzebują pracy. W dzisiejszych czasach kobieta sukcesu to facet plus praca. Ponieważ z tym pierwszym gorzej, częściej chodzi o to drugie do potęgi.

Moje wyrzuty sumienia zwykle poprzedza gmatwanina myśli i próba zrozumienia tego, co się we mnie i wokół mnie dzieje. Bóg doprowadził mnie do tego miejsca, więc to musi mieć jakiś sens. Drobne przyjemności w postaci piwa czy kawy, to nie sens życia, dobrze o tym wiem.

Przypomniał mi się dobrze zapamiętany kawałek z "Boskiej komedii" Dantego:

" W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
Gorzko - śmierć chyba większe zna gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze."*

Myślę, że lubię go ze względu na ten las. Znalazłam się w lesie, nawet w nim zamieszkałam, ale nadal nie...

Dzwonek. Telefon? Tak rzadko dzwoni, że jestem w stanie przewiedzieć kto tam i z jaką sprawą przed podniesieniem słuchawki. Nie sądzę, by był to ktoś z "przyjaciół", z którymi odechciewa mi się rozmawiać po pytaniu "Co nowego?". Czuję jakby w ten sposób szturchali mnie na odległość.

Ale to nie telefon. Dzwonek do drzwi. To zdarza się jeszcze rzadziej odkąd wyprowadziłam się ze stolicy. Oprócz listonosza i sąsiadki, która prędzej krzyknie przez podwórko niż zapuka, nie ma nikogo innego. Drugi dzwonek przerywa moje rozmyślania. Może to jakiś przejezdny, śmieję się, chce zapytać o drogę do lasu.

Otwieram drzwi i... nie mogę uwierzyć własnym oczom. Na ganku stoi ogromne zwierzę. Patrzy na mnie swoimi spokojnymi oczami i sprawia wrażenie, jakby czekał na zaproszenie.

- Mogę wejść?

- Co proszę? - wyjąkałam.

- Czy mogę wejść do środka? Na dworze jest zimno, dzisiaj wyjątkowo mroźno, a tu widzę jest kominek. Czy mógłbym się przy nim ogrzać?
- dodał.

- Proszę bardzo.

Po takiej przemowie wracają mi dobre maniery, chociaż czuję się trochę niezgrabnie.

- Może kawy? - proponuję. - Właśnie sobie robię dolewkę.

- Bardzo chętnie, dziękuję. Właśnie o tym marzyłem. Ciepły kominek i gorąca kawa. Za dolewkami nie przepadam, ale świeżo zaparzona kawa, to jest to, co ŁOSie lubią najbardziej.

- Bardzo się cieszę - krzyczę z kuchni i mówię szczerze, bo wygląda na to, że mojemu gościowi nie trudno jest dogodzić. Najbardziej nie lubię zgadywać, co mogę zrobić i nie otrzymywać informacji zwrotnych.

Biorę tacę i idę do kominkowej. Znowu zaskakuje mnie wygląd mojego gościa, gdyż rozmawiając z nim tak naturalnie, zastąpiłam jego wizerunek twarzą człowieka. Już nie pamiętam, kiedy to ostatnio czułam się tak swobodnie w czyjejś obecności.

ŁOŚ usadowił się wygodnie na sofie przed kominkiem. Był na tyle drobnej postury, że udało mi się zmieścić obok niego. Dorzucam trochę do ognia, żeby to przyjemne ciepło, które wypełniło pokój, nie uciekło.

- Tak, tak - zaczął ŁOŚ - nie ma nic przyjemniejszego od ciepła żywego płomienia. Gdy masz taki kominek w środku zimy, nic cię nie ruszy. Zimno ci nie straszne, a i depresja cię nie sięgnie. Patrzysz na taki płomień i przypominają ci się najgorętsze chwile lata.

- Tak, rzeczywiście - przyznałam - coś w tym jest.

Faktycznie, gdyby nie to wpatrywanie się w przedziwne figury żywego ognia, już dawno znalazłabym się w domu wariatów. Przytłoczona wielkością budowli, w której mieszkałam, nie wiedziałabym, co ze sobą zrobić, a tak - ogień ogrzewał nie tylko moje ciało, ale i duszę.

- Od dawna tu mieszkasz? - zapytał niespodziewanie.

- Ja... nie... właściwie, to... - zaczęłam nieporadnie.

- Mmmm, mniam - przerwał mi - jaka dobra kawa. Już dawno nie piłem tak dobrze zaparzonej kawy.

- Są rzeczy, na których nie można oszczędzać. Zawsze kupuję najlepszą kawę, herbatę zresztą też - pochwaliłam się, niezmiernie dumna, że ktoś to docenił.

- Fantastycznie - ucieszył się - następnym razem przyjdę na herbatę.

- Yyy... dobrze, zapraszam.

Wyszło mi to trochę niezgrabnie, bo właśnie zapaliła mi się lampka kontrolna. Lubię gości, ale mam już dosyć biegania z tacą i zabawiania ich. Tak naprawdę to nikt nie przychodzi do mnie, żeby zobaczyć się ze mną. Od dawna spotykam się tylko z cichą krytyką mojej osoby. Nieprawdziwe intencje wyczerpują mój system odpornościowy, więc przestałam zabiegać o gości i podtrzymywać kontakty, dzięki czemu dostałam etykietkę "odizolowana".

- Co prawda, nie wiem, kiedy to będzie, - kontynuował ŁOŚ - bo dzisiaj wyruszam na północ, ale ponieważ niezwykle długo zabawiłem w tych rejonach, myślę, że w przyszłym roku też tu zawitam.

- O tak, będzie mi bardzo miło. - powiedziałam już bardziej zdecydowanie. - Ostatnio nie miewam za wiele gości, nie pracuję, więc mam dużo czasu. Przyjdź koniecznie. Od jak dawna tu jesteś? - zapytałam.

- Od dwóch miesięcy. - odparł - właściwie to miałem iść dalej, gdzie mnie oczy poniosą, ale coś mnie tu zatrzymało.

- Co takiego?

- Sam nie wiedziałem - powiedział i zamyślił się. - Zawsze prowadził mnie instynkt. Jemu tylko ufałem. - spojrzał na mnie i dodał - My ŁOSie jesteśmy bardzo prostymi zwierzakami.

- Hm, chyba wiem, o czym mówisz - przypomniałam sobie moje wcześniejsze rozmyślania - Ale skoro ruszasz dalej, to chyba już wiesz?

- Tak - przyznał i jego górna warga złożyła się jakby do uśmiechu - teraz już wiem.

- Mógłbyś mi o tym opowiedzieć? - zapytałam niecierpliwie, bo bardzo mnie to zaciekawiło.

- Ależ oczywiście. Tak przyjemnie jest siedzieć i gawędzić przy ciepłym kominku. Chyba nie robiłbym nic innego na świecie.

- Naprawdę? - zdziwiłam się. - Moi znajomi uważają, że zwariowałam, bo zamieniłam kaloryfery na kominek. Myślałam zatem, że jestem bardzo staromodna i nie z tego świata.

- O, nie, zapewniam cię. Jest mnóstwo ŁOSi, i ludzi też, którzy potrafią rozkoszować się przyjemnością, jaką daje kominek.

- No tak, wiem, ale gdzie ich znaleźć? Nie czuję się odludkiem, ale część kontaktów z ludźmi sprawia mi przykrość.

Ucichłam, bo zdałam sobie sprawę, że mówię o swoich problemach gościowi. Nie chciałam go wystraszyć ani zakłopotać. Ludzie nie lubili słuchać, co mam im w głębi duszy do powiedzenia. Ale on nie wyglądał ani na wystraszonego, ani na zakłopotanego. Patrzył się na mnie spokojnie tymi swoimi wielkimi oczami, które zdawały się mówić "To nie jest ważne". Poczułam, jakby spłynął na mnie strumień ciepłej, ale orzeźwiającej wody.

cdn...

* Cytowany tekst w przekładzie Edwarda Porębowicza

"Zimowy gość" cz. 2

"Zimowy gość" cz. 3

powrót do: ŁOSiowy przygodnik

do góry

 
   

Księga Gości

napisz do nas

copyright by miŁOŚnicy.pl 2003-2005