|
|
"Zimowy gość" cz. 2 "To jest Czysta Energia - pomyślałam - ta, której tak długo szukałam." Przez chwilę długą jak wieczność, czułam się tak wspaniale, jakbym się znalazła w raju. Wszystko wydawało mi się takie proste i cudownie nieskomplikowanie. Wszystko miało swój sens. Porzucenie pracy w biurze, ucieczka z Warszawy, nieudane związki, problemy ze znajomymi - to wszystko z oddali wyglądało jak elementy pasującej układanki z puzzli. Każda chwila mojego życia przesycona była niezauważoną wcześniej przeze mnie wartością - dążeniem do Prawdy, która była Światłem. Nim jasność tego światła zdążyła mnie przeniknąć, nagle wszystko znikło, a ja odurzona tym pięknem, zdołałam powiedzieć: - Jak cudownie... ŁOŚ nie przestawał się we mnie wpatrywać, więc dodałam: - Przepraszam, ale miałeś opowiedzieć, o tym , co cię zatrzymało. - Tak, wiem. Czekam tylko na odpowiedni moment. - upewnił się i spoglądając w ogień zaczął swoją opowieść - Jestem młodym ŁOSiem i dopiero od niedawna wędruję sam. Uwielbiam to, nigdy nie wiadomo, gdzie cię nogi poniosą. Przeszedłem już tyle kilometrów i widziałem tyle miejsc, że muszę przyznać, że piękny jest ten świat. Na jesieni wydawało mi się, że już wszystko widziałem i nic mnie nie zaskoczy. Poczułem zew na północ, wiec skierowałem się tam, ale bez zbytniego entuzjazmu. Znalazłem się w tym lesie i wtedy to mnie dopadło? - Czyżby ktoś cię zaatakował? - przestraszyłam się. - Ktoś nie, ale coś z pewnością. - uśmiechnął się - Nie widziałem dalszej drogi. Kręciłem się i zupełnie nie miałem pojęcia, dokąd mam pójść. - Tutejsze lasy są rzeczywiście dzikie. Dlatego zresztą je tak lubię. Nie trudno się tam zgubić - pocieszyłam go. ŁOŚ nie powiedział nic, uśmiechnął się i po chwili zaczął znowu mówić: - Chodziłem więc po tym lesie i próbowałem odnaleźć swój instynkt, który mnie dotąd prowadził. Ale okazało się, że nie jego zgubiłem. - A co takiego? - Przez dwa miesiące błąkałem się i myślałem. I w końcu wymyśliłem! Zgubiłem instynkt, który był częścią mnie, więc zgubiłem kawałek siebie. Nie mogę istnieć bez kawałka, więc musiałem zastanowić się, gdzie go zgubiłem. Cofałem się w myślach i cofałem, aż w końcu doszedłem do momentu, kiedy leżałem sobie i taplałem się w bagienku - przerwał, bo przypomniał mu się ten dzień - Była piękna pogoda, a ja wróciłem dumny z mojej pierwszej wyprawy. Wytrzymałem wszystko i byłem pewien, że teraz nic mnie nie ruszy. Powiedziałem głośno, że wiem już wszystko i nic mi nie potrzeba. Pamiętam wyraźnie, że poczułem, jakby coś mi ubyło. Wtedy nie zwróciłem na to uwagi, ale błąkając się po tym lesie, zorientowałem się, że wtedy zrezygnowałem ze swojej drogi i ona przestała mnie prowadzić. Zagubiłem się w swojej pysze i zarozumiałości. Teraz wiem, że aby widzieć drogę, muszę chcieć nią iść i szukać jakiegoś znaku. A wtedy ona się pojawia. - powiedział wesoło na zakończenie. - Tak po prostu? - zapytałam do końca nie rozumiejąc. - Tak po prostu - i widząc ogromny znak zapytania na mojej twarzy dodał - zrobimy tak: zamkniesz oczy a ja ci powiem, co masz robić, dobrze? - OK - zgodziłam się chętnie. - No dobrze, a teraz pomyśl o sobie... - Jak to o sobie? - przerwałam mu nie rozumiejąc, o co chodzi. O czym tu myśleć? - No, skoncentruj się na sobie, na
swoich osiągnięciach. Pomyśl, co
posiadasz, dom, samochód, parę dyplomów,
setki płyt, szafę
- Już dobrze, dobrze - przerwałam mu, bo chyba się zagalopował - wiem, o co ci chodzi. Myślę o tym, co dalej? - Widzisz to wszystko? - dopytywał się. - Tak widzę. I co? - To powiedz mi, kiedy ostatnio padał śnieg? - Co??? - Śnieg, taki biały puch składający się z płatków, każdy o innym nieskończenie cudownym kształcie. - Taaaak, wiem. Ja... nie pamiętam...muszę się zastanowić. Poczekaj. Jaki dzień dzisiaj mamy? - byłam kompletnie zaskoczona tym banalnym pytaniem. - Wtorek - odpowiedział bez chwili wahania. - Więc to było... zaraz...w niedzielę. Tak w niedzielę. Trzeba było odgarnąć śnieg przed domem. - Tak, rzeczywiście w niedzielę padało. Schroniłem się w przytulnym zagajniku i patrzyłem, jak cały las pokrywa się śniegiem. To było piękne. - westchnął, po czym dodał - Ale padało też wczoraj, nie pamiętasz? - Wczoraj ..., tak faktycznie. Wczoraj też padało, jak mogłam zapomnieć? - czułam, że nagle odzyskuję pamięć i zdolność postrzegania. Znowu zrobiło się jasno w pokoju. - Przecież wybrałam się nawet na spacer do lasu. Było tak ładnie, że nie mogłam się powstrzymać. Śnieg skrzypiał mi pod nogami, a ja cieszyłam się jak dziecko, bo jedynie moje ślady było widać na ścieżce. - roześmiałam się. - Ha, ha - ŁOŚ też się zaśmiał - tylko ty byłaś wczoraj w lesie. A ja cię widziałem. - Naprawdę? - zdumiałam się - jak to możliwe, że ciebie nie zauważyłam. Przepraszam, ale do liliputów nie należysz. - Jestem duży, to prawda, ale my ŁOSIE poruszamy się bezszelestnie. Każdy leśniczy ci to powie. Szanujemy las i ciszę, jaką on daje nam i innym. Rozumiem, że ten kto przychodzi do lasu chce być sam ze swoimi myślami i nie przeszkadzam mu w tym. Spojrzał łagodnie prosto w moje oczy, jakby dokładnie wiedział, o czym myślałam. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc zapytałam: - A co to ma wspólnego z moimi osiągnięciami czy ciuchami? - Chciałaś, żebym ci pokazał, jak łatwo można zgubić drogę. Ale też odnaleźć ją. Zobacz, wystarczyło, że przez chwilę myślałaś tylko o sobie i o tym, co masz, a wymazałaś z głowy to, co jest dużo ważniejsze. - Jak to? Śnieg jest ważniejszy od lat pracy i nauki, żeby do czegoś dojść? - Jeden płatek śniegu zawiera w sobie wszystkie cudowności świata i jest odbiciem jego Stwórcy. Twoja praca i nauka, jakkolwiek istotna, jest wytworem typowo ludzkim i nie koniecznie jest zgodna z istotą Energii Wszechświata. - Energia Wszechświata? - szepnęłam oczarowana, bo zdawało mi się, że mówi o tym, czego szukałam. - To jest to, o czym myślisz. Kierowałaś się nią, gdy rezygnowałaś z wielu rzeczy, które inni nazwaliby przywilejami. Po prostu szukałaś właściwej drogi, a nie kompromisu. - Ale do niczego nie doszłam. Zastanawiam się, o co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego tu się znalazłam i co mam robić dalej? - Znalazłaś się tu, aby pójść do lasu, gdy pada śnieg i cieszyć się tym. Ja właśnie stałem w zagajniku i rozmyślałem, gdzie dalej pójść. Zobaczyłem cię i twoja radość była tak zaraźliwa, że zrobiło mi się lekko na duszy. Pomyślałem "Pójdę tą drogą, którą ona pójdzie. Ktoś taki nie może wybrać złej drogi". Pożegnałem się dzisiaj z całym lasem i poszedłem twoimi śladami. Stanąłem przed tą chatką i zobaczyłem dym z komina. Wydawało mi się, że musi tu być bardzo ciepło i przytulnie, a ponieważ wydałaś mi się miłą osobą, ośmieliłem się zapukać. Spotkanie ciebie w lesie, to był znak, którego potrzebowałem. Koniec części drugiej. cdn... |
|||
copyright by miŁOŚnicy.pl 2003-2005 |
||||