|
|
"Zimowy gość" cz. 3 - Ojej, bardzo się cieszę - powiedziałam zawstydzona, bo nie wiedziałam, że mogę być dla kogoś ważna, ale zaraz zaczęłam się zastanawiać, jakie to ma znaczenie dla mnie. ŁOŚ w mig przejrzał moje myśli. - To przyjdzie samo. - Co takiego? - Odpowiedź. Droga. Drogowskaz. Jakkolwiek to nazwiesz , zawsze chodzi o to samo. Nie zapominaj tylko o tym, co ważne. I chodź często na spacery - roześmiał się. - Ale... - Zaufaj. Otoczona jesteś cudem stworzenia. Śnieg, ogień, kształty drzew na tle nieba, dzieci sąsiadów za oknem i ... dobra kawa - dodał na koniec. - Skup się na tym a będziesz wszystko wiedziała. Mówił tak przekonująco, że poczułam się szczęśliwa. Wydawało mi się, że mogę dotknąć tej chwili, była tak wyraźna. To, co wymienił zdawało składać się na jakiś wzór, który harmonijnie pasował do mnie. Jednak było coś jeszcze, co chciałam wiedzieć. - ŁOSiu, a mógłbyś mi opowiedzieć, jak to było z tą twoją poprzednią wyprawą. Tą, po której straciłeś instynkt. - Tak. Chociaż niechętnie do tego wracam. Kiedyś byłem niezmiernie z niej dumny, ale teraz się wstydzę, gdy o niej myślę. Wydaje mi się jednak, że powinienem w jakiś sposób odwdzięczyć się za twoją gościnę, więc posłuchaj. Muszę przyznać, że miałem szczęśliwe dzieciństwo. Wychowywałem się w ogromnej puszczy na północy wśród takich samych ŁOSzaków jak ja. Wszędzie wścibiałem swój ciekawski nos, a z każdej opresji ratowała mnie mama, która bardzo się o mnie troszczyła. Czułem się tak bezpiecznie, że udawałem się nawet na bardzo dalekie wędrówki, zawsze jednak wracając do domu przed zmierzchem. Po jakimś czasie Starszyzna ŁOSi na Walnym Zgromadzeniu przed świtem (wtedy nie natykamy się na ludzi) zadecydowała, że nadszedł na mnie czas. - O Boże, jak to? - zawołałam. - Nie bój się, to nie to, o czym myślisz. U nas oznacza to, że ŁOSzak jest gotowy do wyruszenia na Samotną Wędrówkę, aby stać się ŁOSiem. - Aha, to trochę tak, jak w prymitywnych kulturach - odparłam bez namysłu. - Hm - zachmurzył się ŁOŚ - nie wszystko, co pierwotne jest prymitywne. Gdyby ludzie nie wyzbyli się tego, co ich naturze bliskie, byliby szczęśliwsi. Nic nie odpowiedziałam, ale policzki piekły mnie ze wstydu. - Ale wracając do mojej historii ... - ciągnął
ŁOŚ - gdy Starszyzna ŁOSi orzeknie, że
któryś z ŁOSzaków
jest
gotowy,
to jest to
dla niego olbrzymie
wyróżnienie. Tego roku wyróżniono tylko
jednego ŁOSzaka. To byłem ja. - ŁOSiowi aż zabłysły
oczy - Byłem niezmiernie
dumny
i czułem
się bardzo
dorosły. Co prawda, nie wiedziałem, na
czym polega Samotna Wędrówka, ale nie martwiłem
się tym zbytnio.
Zastanowiło
mnie tylko, dlaczego
moja mama ma w oczach łzy. Pocieszyłem
się, że pewnie się cieszy, jak ja.
- "Będziesz tu przez 40 dni i nocy. - powiedział wreszcie - Nie wolno ci opuszczać tego miejsca. Musisz zdobyć wszystko, co wyda ci się niezbędne, żeby przetrwać." - "A kto mi przyniesie wodę i liście?"
- zapytałem naiwnie. - "Nikomu w czasie trwania próby nie wolno się z tobą widzieć. Jak będziesz potrafił zdać się na swój instynkt, znajdziesz pożywienie i picie. Za 40 dni jeden ze Starszych ŁOSi przyjdzie po ciebie i sprawdzi, czy przeszedłeś próbę pomyślnie. Jeśli tak, opuścisz to miejsce i będziesz mógł odłączyć się od stada i podążyć swoją ścieżką" Nie wiedziałem, co mam zrobić, więc stałem i patrzyłem, jak odchodzi powoli, zostawiając mnie samego. Po raz pierwszy poczułem się samotny. - I co, dałeś sobie radę? - nie wytrzymałam. - Przecież to była naprawdę straszna próba. - Mnie też się tak wydawało na początku. Trudno mi było się wziąć w garść. Usiadłem na glinie i patrzyłem załamany na wszystko dookoła mnie. Poczułem się małym nic nie znaczącym zwierzakiem, którego zostawiono na pastwę losu. Przyznam ci się, że przez pierwsze dni nawet trochę sobie popłakiwałem. Tęskniłem do zielonych lasów i towarzyszy przygód. W końcu wydawało mi się, że stałem się tak żałosny, że postanowiłem przestać się nad sobą użalać. Przecież w ten sposób nie zmienię swojej sytuacji. Jeżeli to ma być próba, postanowiłem ją przejść pomyślnie. - Słusznie - odparłam. Czułam się tak, jakbym to ja była na miejscu ŁOSia i przechodziła tę próbę. - Gdy tylko tak pomyślałem,
wszystko zaczęło układać
się samo. Wymościłem
sobie legowisko,
w miejscu,
gdzie nie
huczał wiatr.
Uprzątnąłem część
kości, które wpędzały mnie
w depresję. Trochę ruchu
dodało mi sił i zacząłem
się zastanawiać
nad jedzeniem
bądź
piciem. Skąd
w takim
miejscu
można
to wytrzasnąć - zastanawiałem
się. Usiadłem strapiony.
Nagle zerwał
się wiatr, niebo
pociemniało i coś,
raz za razem siadało
mi na
nosie. - Wiem, że woda jest najważniejsza do życia, ale chyba bez jedzenia przez 40 dni nie można wytrzymać? - zapytałam. - Trudno mi powiedzieć.
Ja tego nie doświadczyłem.
Przez
wiele
dni nic
się nie działo, ale
ja ciągle wynajdywałem
sobie coś do zrobienia.
Gdy
tylko przestawałem,
dopadały mnie smutne myśli. Wspominałem
swoje
dzieciństwo, wszystkie
słowa,
które usłyszałem
od ojca, kontemplowałem
nad szczątkami
przodków i doszedłem
do wniosku, że
moje życie miało swój
początek, ale kiedyś
też się skończy.
Kiedyś,
jak
nadejdzie
Odpowiednia
Pora, przyjdę
tu, żeby zakończyć
swój żywot, pośród innych
ŁOSi. Zanim
to jednak nastąpi,
muszę dokonać
pewnych
rzeczy, z których
będę
dumny.
Wyruszę w świat,
założę rodzinę i wtedy
zobaczę, czy naprawdę
jestem mądry.
Ta próba to
nic, w porównaniu,
z tym, co
mnie czeka.
- "Widzę, że udało ci się ŁOSiu" - po raz pierwszy tak mnie nazwał i poczułem, że naprawdę wydarzyło się coś wielkiego. - "Naprawdę, przeszedłem próbę?" - wciąż nie mogłem uwierzyć. - "Tak ŁOSiu, udało ci się pokonać swoje słabości i zahartować ducha tak, by przetrwać. To jest dla nas najważniejsze. Instynkt pokazuje nam, jak można zdobyć pożywienie. Nie zawsze rośnie ono na drzewach, czasem trzeba go naprawdę poszukać. Przejście przez tą próbę pokazuje, że mimo różnych warunków dasz sobie radę. Sam. Jestem z ciebie dumny, ŁOSiu." - czułem jakby te słowa były nagrodą. - Potem pożegnałem moich małych przyjaciół - kontynuował ŁOŚ - i wzmocniony wróciłem z ojcem do gromady. Wszyscy się bardzo cieszyli, nazywali to sukcesem. Nagle z małego ŁOSzaka stałem się bardzo ważny. Każdy mi gratulował, a małe ŁOSzaki miały podziw w oczach - ŁOŚ się zamyślił. - Czy to wtedy właśnie go straciłeś? - zapytałam, bo zaczęłam rozumieć jego opowieść. - Tak, właśnie wtedy. - spojrzał na mnie - Potem zrozumiałem, że tamta próba nie skończyła się wtedy, gdy przyszedł po mnie ojciec. Ona trwała cały czas i nigdy się nie skończy. Owszem, przetrwałem, ale nie umiałem sobie poradzić z sukcesem. Teraz wiem, że sukcesem nie są małe zwycięstwa, ale całe życie. Pamiętaj, aby nigdy nie przestać... - Przestać? Czego? - Szukać - odparł i uśmiechnął się. Po
chwili
zapytał: Opowiedział mi jeszcze mnóstwo zabawnych historii, które przydarzyły mu się w tym i innych lasach, ale to już zupełnie inna opowieść. Czas nam szybko minął na tej przemiłej pogawędce. Zrozumiałam, kiedy powiedział, że musi już iść. Nie wolno mi było stawać na jego drodze, chociaż cieszę się, że on stanął na mojej. Zrozumiałam, jakim cudem jest moje życie i dobrze wiedziałam, co mam dalej robić. Już nie czułam się zagubiona czy odizolowana. Jestem integralną częścią energii, którą dostrzegłam w czasie tej wizyty i której ciepło nie przestawało mnie ogrzewać. Zamiast tak, jak Dante, spotkać Lwa, Panterę czy Wilczycę, które kazałyby mi obejść Piekło i Czyściec, ja spotkałam ŁOSia, który jasno pokazał mi prostą drogę do Raju. Tego na ziemi, rzecz jasna. Trzeba nią tylko podążać i nigdy nie gubić jej z oczu. Czasem, gdy dopada mnie chandra z powodu brzydkiej pogody, przypominam sobie historię ŁOSia, który zgubił instynkt, a odnalazł Drogę i śmiać mi się chce, bo widzę, jak odwraca się do mnie i mówi: -
Za rok
przyjdę na
herbatkę. Koniec części trzeciej - ostatniej. powrót do: "Zimowy gość" cz. 1 |
|||
copyright by miŁOŚnicy.pl 2003-2005 |
||||