Poprzyj akcję!
miŁOŚnicy.pl      
miŁOŚnicy.pl

kim jest ŁOŚ? świat według ŁOSia nasz ŁOŚ Twój ŁOŚ co lubią ŁOSie?   moose design shop

słownik wyrazów ważnych

symbolika ŁOSIa

ŁOSiowe linki

 

 

 

"Zimowy gość" cz. 3

- Ojej, bardzo się cieszę - powiedziałam zawstydzona, bo nie wiedziałam, że mogę być dla kogoś ważna, ale zaraz zaczęłam się zastanawiać, jakie to ma znaczenie dla mnie.

ŁOŚ w mig przejrzał moje myśli.

- To przyjdzie samo.

- Co takiego?

- Odpowiedź. Droga. Drogowskaz. Jakkolwiek to nazwiesz , zawsze chodzi o to samo. Nie zapominaj tylko o tym, co ważne. I chodź często na spacery - roześmiał się.

- Ale...

- Zaufaj. Otoczona jesteś cudem stworzenia. Śnieg, ogień, kształty drzew na tle nieba, dzieci sąsiadów za oknem i ... dobra kawa - dodał na koniec. - Skup się na tym a będziesz wszystko wiedziała.

Mówił tak przekonująco, że poczułam się szczęśliwa. Wydawało mi się, że mogę dotknąć tej chwili, była tak wyraźna. To, co wymienił zdawało składać się na jakiś wzór, który harmonijnie pasował do mnie. Jednak było coś jeszcze, co chciałam wiedzieć.

- ŁOSiu, a mógłbyś mi opowiedzieć, jak to było z tą twoją poprzednią wyprawą. Tą, po której straciłeś instynkt.

- Tak. Chociaż niechętnie do tego wracam. Kiedyś byłem niezmiernie z niej dumny, ale teraz się wstydzę, gdy o niej myślę. Wydaje mi się jednak, że powinienem w jakiś sposób odwdzięczyć się za twoją gościnę, więc posłuchaj. Muszę przyznać, że miałem szczęśliwe dzieciństwo. Wychowywałem się w ogromnej puszczy na północy wśród takich samych ŁOSzaków jak ja. Wszędzie wścibiałem swój ciekawski nos, a z każdej opresji ratowała mnie mama, która bardzo się o mnie troszczyła. Czułem się tak bezpiecznie, że udawałem się nawet na bardzo dalekie wędrówki, zawsze jednak wracając do domu przed zmierzchem. Po jakimś czasie Starszyzna ŁOSi na Walnym Zgromadzeniu przed świtem (wtedy nie natykamy się na ludzi) zadecydowała, że nadszedł na mnie czas.

- O Boże, jak to? - zawołałam.

- Nie bój się, to nie to, o czym myślisz. U nas oznacza to, że ŁOSzak jest gotowy do wyruszenia na Samotną Wędrówkę, aby stać się ŁOSiem.

- Aha, to trochę tak, jak w prymitywnych kulturach - odparłam bez namysłu.

- Hm - zachmurzył się ŁOŚ - nie wszystko, co pierwotne jest prymitywne. Gdyby ludzie nie wyzbyli się tego, co ich naturze bliskie, byliby szczęśliwsi.

Nic nie odpowiedziałam, ale policzki piekły mnie ze wstydu.

- Ale wracając do mojej historii ... - ciągnął ŁOŚ - gdy Starszyzna ŁOSi orzeknie, że któryś z ŁOSzaków jest gotowy, to jest to dla niego olbrzymie wyróżnienie. Tego roku wyróżniono tylko jednego ŁOSzaka. To byłem ja. - ŁOSiowi aż zabłysły oczy - Byłem niezmiernie dumny i czułem się bardzo dorosły. Co prawda, nie wiedziałem, na czym polega Samotna Wędrówka, ale nie martwiłem się tym zbytnio. Zastanowiło mnie tylko, dlaczego moja mama ma w oczach łzy. Pocieszyłem się, że pewnie się cieszy, jak ja.
Gdy przyszedł odpowiedni czas, Starszy z ŁOSi pokazał mi drogę na bagna. Pamiętam, że to było miejsce, do którego do tej pory nie pozwolono mi chodzić. Byłem bardzo podekscytowany. Wokoło mijaliśmy mokradła, a nad nami przelatywało mnóstwo dzikich ptaków. Ale on prowadził mnie dalej i coraz słabiej słyszałem odgłosy jakichkolwiek zwierząt. Zrobiło się bardzo cicho. Stanęliśmy. Rozejrzałem się i po raz pierwszy zatęskniłem za mamą. Dookoła nas widziałem tylko wymarłe drzewa, zasuszone szkielety zwierząt i glinę. Nie było wody ani życia. Starszy z ŁOSi odczekał chwilę, a potem powiedział, że teraz czeka mnie Wielka Próba.

- "Będziesz tu przez 40 dni i nocy. - powiedział wreszcie - Nie wolno ci opuszczać tego miejsca. Musisz zdobyć wszystko, co wyda ci się niezbędne, żeby przetrwać."

- "A kto mi przyniesie wodę i liście?" - zapytałem naiwnie.
Starszy z ŁOSi spojrzał na mnie karcąco.

- "Nikomu w czasie trwania próby nie wolno się z tobą widzieć. Jak będziesz potrafił zdać się na swój instynkt, znajdziesz pożywienie i picie. Za 40 dni jeden ze Starszych ŁOSi przyjdzie po ciebie i sprawdzi, czy przeszedłeś próbę pomyślnie. Jeśli tak, opuścisz to miejsce i będziesz mógł odłączyć się od stada i podążyć swoją ścieżką"

Nie wiedziałem, co mam zrobić, więc stałem i patrzyłem, jak odchodzi powoli, zostawiając mnie samego. Po raz pierwszy poczułem się samotny.

- I co, dałeś sobie radę? - nie wytrzymałam. - Przecież to była naprawdę straszna próba.

- Mnie też się tak wydawało na początku. Trudno mi było się wziąć w garść. Usiadłem na glinie i patrzyłem załamany na wszystko dookoła mnie. Poczułem się małym nic nie znaczącym zwierzakiem, którego zostawiono na pastwę losu. Przyznam ci się, że przez pierwsze dni nawet trochę sobie popłakiwałem. Tęskniłem do zielonych lasów i towarzyszy przygód. W końcu wydawało mi się, że stałem się tak żałosny, że postanowiłem przestać się nad sobą użalać. Przecież w ten sposób nie zmienię swojej sytuacji. Jeżeli to ma być próba, postanowiłem ją przejść pomyślnie.

- Słusznie - odparłam. Czułam się tak, jakbym to ja była na miejscu ŁOSia i przechodziła tę próbę.

- Gdy tylko tak pomyślałem, wszystko zaczęło układać się samo. Wymościłem sobie legowisko, w miejscu, gdzie nie huczał wiatr. Uprzątnąłem część kości, które wpędzały mnie w depresję. Trochę ruchu dodało mi sił i zacząłem się zastanawiać nad jedzeniem bądź piciem. Skąd w takim miejscu można to wytrzasnąć - zastanawiałem się. Usiadłem strapiony. Nagle zerwał się wiatr, niebo pociemniało i coś, raz za razem siadało mi na nosie.
"Mam" - podskoczyłem zadowolony i szybko zabrałem się do kopania korytek i studzienek, żeby nabrać jak najwięcej wody. Lunęła ulewa i była to najwspanialsza ulewa w moim życiu. Gdy już nabrałem wystarczająco dużo wody, taplałem się w bajorku, które powstało obok i czułem się bardzo szczęśliwy. O wodę nie musiałem się już martwić.

- Wiem, że woda jest najważniejsza do życia, ale chyba bez jedzenia przez 40 dni nie można wytrzymać? - zapytałam.

- Trudno mi powiedzieć. Ja tego nie doświadczyłem. Przez wiele dni nic się nie działo, ale ja ciągle wynajdywałem sobie coś do zrobienia. Gdy tylko przestawałem, dopadały mnie smutne myśli. Wspominałem swoje dzieciństwo, wszystkie słowa, które usłyszałem od ojca, kontemplowałem nad szczątkami przodków i doszedłem do wniosku, że moje życie miało swój początek, ale kiedyś też się skończy. Kiedyś, jak nadejdzie Odpowiednia Pora, przyjdę tu, żeby zakończyć swój żywot, pośród innych ŁOSi. Zanim to jednak nastąpi, muszę dokonać pewnych rzeczy, z których będę dumny. Wyruszę w świat, założę rodzinę i wtedy zobaczę, czy naprawdę jestem mądry. Ta próba to nic, w porównaniu, z tym, co mnie czeka.
- zaśmiał się wesoło - Pewnego razu, kiedy zacząłem wątpić, czy wytrzymam do końca, rozglądając się po otoczeniu, zauważyłem mrówkę. Zdębiałem. Czy mrówki też przysyłają tutaj na odbycie prób? Za nią szła następna. A potem jeszcze jedna. Nie mogłem oderwać od nich oczu.
"Muszą mnie do czegoś doprowadzić" - stwierdziłem i ruszyłem za nimi. Trochę nam to zajęło, wiesz, te mrówki są naprawdę bardzo małe i ruszają się wolno. W pewnym momencie zaczęły znikać, jedna za drugą. "Co do licha?" - pomyślałem i zacząłem szperać w ziemi. Już myślałem, że to wszystko mi się tylko przywidziało. Samotność, głód - ponoć tak to działa. Tupnąłem kopytem i ziemia się pode mną osunęła. Zacząłem głębiej kopać i po jakimś czasie ujrzałem całe podziemne królestwo, a przynajmniej tak to wyglądało. To było zamaskowane wejście do jaskini.
Tam było zupełnie inaczej niż na powierzchni, wszędzie panował ruch. Mrówki uwijały się sprawnie, nawet nie zauważały mojej obecności, szły po tylko sobie znanych szlakach. Obserwowałem ich wędrówki, które w końcu doprowadziły mnie do miejsca, z którego czerpały pożywienie i zapasy na zimę. Ściany jaskini pokryte były roślinami, których smaku nie zapomnę chyba do końca życia. Jadłem tyle, żeby starczyło dla mnie i mrówek. W ramach wdzięczności pomagałem im w budowie mrowiska i przyniosłem trochę materiałów, żeby było solidniejsze.
W pewnym momencie pośród dni wypełnionych zajęciem, uświadomiłem sobie, że nic więcej mi nie potrzeba. Miałem jeszcze zapas wody, parę roślin, nauczyłem się żyć w samotności i poznałem nowe rzeczy. Ciągle znajdowałem czas na obserwowanie zachodu słońca, po którym kładłem się spać. Owszem, tęskniłem za bliskimi, ale kiedy po paru dniach zobaczyłem majaczącą sylwetkę Starszego ŁOSia, który był moim ojcem, myślałem, że to jest fatamorgana.

- "Widzę, że udało ci się ŁOSiu" - po raz pierwszy tak mnie nazwał i poczułem, że naprawdę wydarzyło się coś wielkiego.

- "Naprawdę, przeszedłem próbę?" - wciąż nie mogłem uwierzyć.

- "Tak ŁOSiu, udało ci się pokonać swoje słabości i zahartować ducha tak, by przetrwać. To jest dla nas najważniejsze. Instynkt pokazuje nam, jak można zdobyć pożywienie. Nie zawsze rośnie ono na drzewach, czasem trzeba go naprawdę poszukać. Przejście przez tą próbę pokazuje, że mimo różnych warunków dasz sobie radę. Sam. Jestem z ciebie dumny, ŁOSiu." - czułem jakby te słowa były nagrodą.

- Potem pożegnałem moich małych przyjaciół - kontynuował ŁOŚ - i wzmocniony wróciłem z ojcem do gromady. Wszyscy się bardzo cieszyli, nazywali to sukcesem. Nagle z małego ŁOSzaka stałem się bardzo ważny. Każdy mi gratulował, a małe ŁOSzaki miały podziw w oczach - ŁOŚ się zamyślił.

- Czy to wtedy właśnie go straciłeś? - zapytałam, bo zaczęłam rozumieć jego opowieść.

- Tak, właśnie wtedy. - spojrzał na mnie - Potem zrozumiałem, że tamta próba nie skończyła się wtedy, gdy przyszedł po mnie ojciec. Ona trwała cały czas i nigdy się nie skończy. Owszem, przetrwałem, ale nie umiałem sobie poradzić z sukcesem. Teraz wiem, że sukcesem nie są małe zwycięstwa, ale całe życie. Pamiętaj, aby nigdy nie przestać...

- Przestać? Czego?

- Szukać - odparł i uśmiechnął się.

Po chwili zapytał:
- Wiesz, jakie sprytne są te mrówki? - i opowiedział mi o królestwie, w którym nikt nie narzeka na pracę, ale każdy ma czas na wszystko. Nawet na to, by pogadać z ŁOSiem.

Opowiedział mi jeszcze mnóstwo zabawnych historii, które przydarzyły mu się w tym i innych lasach, ale to już zupełnie inna opowieść. Czas nam szybko minął na tej przemiłej pogawędce.

Zrozumiałam, kiedy powiedział, że musi już iść. Nie wolno mi było stawać na jego drodze, chociaż cieszę się, że on stanął na mojej. Zrozumiałam, jakim cudem jest moje życie i dobrze wiedziałam, co mam dalej robić. Już nie czułam się zagubiona czy odizolowana. Jestem integralną częścią energii, którą dostrzegłam w czasie tej wizyty i której ciepło nie przestawało mnie ogrzewać.

Zamiast tak, jak Dante, spotkać Lwa, Panterę czy Wilczycę, które kazałyby mi obejść Piekło i Czyściec, ja spotkałam ŁOSia, który jasno pokazał mi prostą drogę do Raju. Tego na ziemi, rzecz jasna. Trzeba nią tylko podążać i nigdy nie gubić jej z oczu.

Czasem, gdy dopada mnie chandra z powodu brzydkiej pogody, przypominam sobie historię ŁOSia, który zgubił instynkt, a odnalazł Drogę i śmiać mi się chce, bo widzę, jak odwraca się do mnie i mówi:

- Za rok przyjdę na herbatkę.

Koniec części trzeciej - ostatniej.

powrót do: ŁOSiowy przygodnik

powrót do: "Zimowy gość" cz. 1

powrót do: "Zimowy gość" cz. 2

do góry

 
   

Księga Gości

napisz do nas

copyright by miŁOŚnicy.pl 2003-2005